Wednesday, 21 November 2012

Przyjaciele dobrzy tylko w filmach?

Przyjaciel...słowo wszystkim znane. Życie coraz częściej mi pokazuje, że prawdziwi przyjaciele istnieją tylko w filmach. Zawsze idealizowałam przyjaciół, dawałam dla nich z siebie wszystko niczego nie oczekując w zamian - tak przecież uczą hollywoodzkie filmy, którymi od lat jesteśmy żywieni w telewizji i kinach. Znaleźć prawdziwego przyjaciela to jak wygrać w totka. Zawsze marzyła mi się osoba, z którą byłabym blisko, która znałaby moje wszystkie sekrety i której sekrety znałabym ja. Odwiedzałybyśmy się co najmniej raz w tygodniu na ploteczki, ciachu i kawie. Chodziłybyśmy razem na imprezy. Pomagałybyśmy sobie wzajemnie... i co najważniejsze żadna żadnej nic by nie zazdrościła. Zazdrość to suka (przepraszam za mój język). Potrafi w mgnieniu oka popsuć każdy związek, wlewając w niego powolnie jad. Gdy już raz się pojawi - nie ma szans - ona już nie zniknie. Będzie się czaić, szukać odpowiedzniej chwili, aby w najmniej spodziewanym momencie uderzyć BUM! Mam Cię!
Prawda jest taka, że nie jestem ideałem. Gdy kocham, chciałabym mieć tą osobę na wyłączność. Przyjaciel często ma innego przyjaciela. Tu mnie najbardziej boli. Boli jak cholera, gdy zostaję na kilka miesięcy odrzucona na boczny tor, ponieważ przyjaciel działa w myśl zasady 'co z oczu to i z serca' - w innym miejscu są przecież inni przyjaciele. Ja jestem potrzebna tylko tutaj - na miejscu. Odzywa się moja duma (urażona oczywiście). Myślę sobie - 'Twarda będę - nie napiszę pierwsza'.
Muszę nauczyć się jeszcze, że tak jest w naturze - coś przychodzi, coś odchodzi. Niestety, im bardziej się kocha, tym bardziej boli :( Może nadszedł czas, aby podnieść wysoko głowę i iść dalej. Zostawić to tak, jak jest i czekać na rozwój wydarzeń....

Tuesday, 13 November 2012

Z 10 na 12, czyli jak tak mozna?

Nadszedl czas spojrzec prawdzie szczerze w oczy - przytylam. Ostatnich kilka miesiecy nie bylo dla mnie najlepszych: depresja, brak ruchu, zwiekszony apetyt...Wiedzialam ze robie zle, ale ciagle znajdowalam sobie glupie wymowki: 'Aaaa, bo jestem przed okresem', 'Aaaaa, bo jest mi smutno'...I tak ciala przybylo. Po raz pierwszy w zyciu mam rozmiar 12. Nie wierze, ze tak sie zapuscilam!
Pisanie tego bloga, nawet mimo tego, ze dopiero napisalam kilka postow, dziala na mnie terapeutycznie: wiecej mysle, wiecej zauwazam, wiecej sie ucze o sobie. Wielkie slowa. Ale moze w koncu dorastam? Cale zycie bylam wybuchowa, mowilam co mi slina na jezyk przyniesie, aby pozniej zalowac i bic sie ze soba w myslach. Moze w koncu w wieku 29 lat zaczelam dojrzewac? Jak juz pisalam - blog pomaga. Jest jak przyjaciel, ktoremu mozna sie wygadac i byc pewnym, ze wyslucha i samym tym pomoze wiele. Fajnie jest sie wygadac. Tlamsilam w sobie wszystko juz nawet nie pamietam od jak dawna...
Postanowilam wziac sprawy w swoje rece i zadbac o siebie. Zawsze takie postanowienia konczyly sie na obietnicach, bo stawialam sobie zbyt wysoko poprzeczke. Przerastaly mnie moje wlasne marzenia! Tym razem chce to zrobic inaczej. Bez rezimu cwiczen, bez diet, bez pospiechu. Zaczelam sie zdrowo odzywiac: odstawilam slodycze. Ale z obietnica, dla siebie samej, ze raz w tygodniu moge sobie na cos pozwolic - musi byc tylko upieczone przeze mnie :)
Pierwszy dzien byl okropny - nie moglam wytrzymac, odzywaly sie wyrobione przez ostatnich pare miesiecy zle nawyki, ale dalam rade i sie nie poddalam. Wiem, ze trzy pierwsze dni sa najgorsze. Dzisiaj jest moj drugi dzien bez slodyczy i bylo tylko troszeczke lepiej. Jutro powinno byc jeszcze lepiej. Najciezej bedzie wyrobic w sobie nowe nawyki, ale staram sie myslec pozytywnie. Musi sie udac!

Wednesday, 31 October 2012


Od prawie siedmiu lat mieszkam w Irlandii. Mam tu męża, dom, psy, pracę, swoje pasje... czy można czegoś więcej chcieć od życia? Ślub wzięliśmy w maju tego roku. Miesiące przygotowań, podekscytowania i planowania sprawiły, że trzy miesiące po ślubie poczułam... pustkę. Już nie mam czego wyczekiwać, co planować... życie zaczęło biec swoim własnym, nudnawym torem... Wpadłam w depresję. Przestały mnie nawet cieszyć seks, moje hobby oraz psy. Nie na żarty się przeraziłam, gdy uświadomiłam sobie, że coraz częście myślę o śmierci... o samobójstwie. Nie wierzę, że to napisałam, że się przyznałam, ale miało być uczciwie - jest więc szczerze aż do bólu. Tak bardzo się tych myśli przeraziłam, że teraz zmuszam się do odsuwania ich od siebie, kiedykolwiek się pojawią. Wiem, że mogę w to wpaść tak głęboko, że już się nie wydostanę, a wtedy nie będzie odwrotu. Nie rozumiem tylko, skąd te myśli? Mam wszystko, czego dziewczyna mogłaby sobie zamarzyć: wspaniałego, przystojnego, mądrego, czułego, pracowitego męża, który mnie kocha ponad życie. Dwa psy, które zawsze chciałam mieć, odkąd tylko pamiętam. Piękny dom, któtego urządzanie sprawia mi niesamowitą satysfakcję. Podziw znajomych, którzy ten dom widzieli. Bloga, który daje mi spełnienie. Pracę, która jest OK (mogłoby być lepiej, ale hej - mamy recesję. Dobre i to). Zarówno ja, jak i moja rodzina jesteśmy zdrowi. Mam kilku dobrych znajomych... Skąd ta depresja?

Koleżanka mówi - zrób sobie dziecko, będziesz miała czym się zająć (gdy mówiłam jej o poślubnej pustce). Ale jak mogę mieć dziecko, jeśli w mojej głowie nic nie jest jeszcze 'poukładane'? Od lat działałam naiwnie, czasem wręcz dziecinnie, nie przywiązując większej wagi do wypowiadanych słów, ludzi, których zraniłam lub moich uczuć. Jak mogę zrobić sobie dziecko? Przelać na nie wszystkie swoje negatywne emocje i zachowania? Skazać je na bycie nieszczęśliwym? Mam 29 lat i (na razie) nie chcę dzieci. Czy to normalne?
Nie jestem pięknością, ale do najbrzydszych też się nie zaliczam. Były takie momenty w moim życiu, gdy zastanawiałam się, czy byłoby mi łatwiej w życiu, gdybym była bardziej urodziwa. Może mniejszy nos, pełniejsze usta i większe piersi sprawiłyby, że moje życie potoczyłoby się zupełnie innym tokiem. Prawda jest taka, że często miałam pod górkę. Tutaj muszę nadmienić, że mimo wszystko ominęło mnie wiele złego - wierzę, że to za sprawą Anioła Stróża, który nade mną czuwa. Dziękuję Aniele! O czym to mówiłam? A tak - nie zawsze było łatwo. Źle wspominam czasy podwórka i podstawówki. Ludzie często wspominają te czasy z nostalgią, ja staram się ich nie pamiętać.  Zaszufladkowałam te wspomnienia z zamiarem zapomnienia o nich, ale myślę, że nadeszła pora, aby zerknąć do środka.

Mam na imię Wioleta, a to jest moja biografia. Czarne na białym, po raz pierwszy bez kłamst, uczciwie i od serca.
via Pinterest